Kupując mieszkanie z rynku wtórnego i chcąc urządzić je po swojemu, musimy niejednokrotnie kuć w ścianach i przerabiać instalacje (co nie tylko kosztuje nas sporo czasu i nerwów, ale i pieniędzy). Przy zakupie mieszkania z rynku pierwotnego mamy natomiast szansę na to, by wszystkie ściany, przyłącza wody, prądu, a nawet otwory drzwiowe mieć dokładnie w takim miejscu, w jakim chcemy. Pytanie tylko – czy kupując mieszkanie, od razu wiemy, czego chcemy? 

My nie wiedzieliśmy, dlatego tuż po zakupie staraliśmy się na szybko wymyślić, gdzie i co będzie stało, który pokój do czego będzie służył – mimo że blok jeszcze nawet nie wyjrzał z ziemi, musieliśmy już praktycznie w wyobraźni urządzić mieszkanie tak, by móc – odpowiednio do mebli – zaplanować oświetlenie, przyłącza wody oraz położenie ścian.

Jeżeli kupujemy mieszkanie od dewelopera odpowiednio wcześnie, to zazwyczaj jedynym, czego nie da się w nim zmienić, są ściany nośne, czyli te kompletnie zewnętrzne (obrys całego mieszkania). Wszystko pozostałe, co jest wewnątrz niego, jest tak naprawdę projektem dewelopera – tym projektem, który kupujemy w cenie mieszkania.

Nikt nie każe nam jednak urządzać mieszkania zgodnie z projektem dewelopera, dopóki blok nie jest zbudowany, możemy tak naprawdę zaprojektować mieszkanie wewnątrz całkowicie od nowa. Jeżeli blok jest już zbudowany, to oczywiście też możemy, ale będzie to dużo bardziej kosztowna i trudna operacja. Przy zgłoszeniu zmian aranżacyjnych (bo tak je nazywamy) na etapie budowy bloku, zapłacimy za te zmiany grosze (w stosunku do tego, ile kosztuje to już po zbudowaniu bloku).

Zmiany aranżacyjne w mieszkaniu od dewelopera

Z chęci zwykłej oszczędności czasu i pieniędzy warto zatem przemyśleć zmiany jeszcze wtedy, kiedy to deweloper może nanieść je na plan i zbudować mieszkanie z naszym życzeniem. Oczywiście wszystko to tak kolorowo brzmi i wydaje się, że “no tak, warto zgłosić, gdzie się chce wszystko mieć, żeby potem nie przerabiać”, ale problem zaczyna się w momencie, kiedy rzeczywiście chcemy to wykonać…

Wtedy okazuje się, że praca na takiej abstrakcji wcale nie jest prosta. Czym innym bowiem plan mieszkania na kartce, a czym innym mieszkanie w rzeczywistości i choć sami myśleliśmy, że przemyśleliśmy wszystko idealnie… niestety muszę przyznać, że i nam nie wyszło to idealnie i bez drobnych przeróbek już w odebranym mieszkaniu się nie obejdzie.

Nasze mieszkanie ewoluowało od takiego:

do takiego:

przy czym główne zmiany (póki co w przeznaczeniu pomieszczeń – do zmian sanitarnych, elektrycznych przejdę w innym wpisie, bo to osobna historia) to:

1. Zamiast WC zrobiliśmy pralnię.

Zależało nam na tym z wielu względów, ale głównie estetycznych. Pralkę w łazience, podobnie jak lodówkę w pokoju, uważamy za najbrzydsze elementy, które – nawet najnowocześniejsze – wcale nie wyglądają dobrze, są po prostu ogromnymi sprzętami, które być muszą.

Lodówkę da się łatwo zabudować, z pralką jest trochę gorzej – jej zabudowa w łazience na poziomie blatu szafki umywalkowej powoduje, że umywalka nagle jest bardzo wysoka i niewygodna do używania, a zabudowa w innym miejscu… po prostu zabiera miejsce. Tym bardziej w takiej łazience, która ma tylko 5 metrów kwadratowych, a w której chcieliśmy za wszelką cenę upchnąć i wannę, i prysznic.

Pralka w tej łazience nie miała więc racji bytu i “przeprowadziliśmy” ją do pomieszczenia, które zgodnie z planem dewelopera miało być WC, a u nas stało się pomieszczeniem na pralkę i inne akcesoria, które zwykle “walają się” po domu, np.: deskę do prasowania, odkurzacz czy po prostu środki czystości i zapasowy papier toaletowy.

Argument wielu osób o koniecznym osobnym WC przy kolejce “z rana” u nas w ogóle nie ma racji bytu – pracujemy z domu i na zmianę tego trybu pracy się nie zanosi, więc żadnej kolejki do łazienki nie ma.

2. Powiększyliśmy łazienkę.

A dokładniej – “weszliśmy” nią nieco w pokój (pokój, który nazywamy “trzecim”, bo salon to pierwszy, środkowy to środkowy – sypialnia, a trzeci to ten trzeci… 🤪). Rozciągnięcie łazienki sprawiło, że zamiast tego, co zaplanował w niej deweloper, ma się w niej zmieścić i wanna, i prysznic (a do tego oczywiście toaleta i szafka podumywalkowa). Osobnych szafek na przechowywanie tu nie zaplanowaliśmy, bo wszystkie zapasowe rzeczy będą w tej pralnio-składzikowni.

3. Rozszerzyliśmy środkowy pokój.

Środkowy pokój – z typowego śledzika, stał się pokojem bardziej kwadratowym. Wszystko dlatego, że zmieniliśmy jego przeznaczenie. Deweloper zaplanował sypialnię w trzecim pokoju, a nam średnio się podobało to, że okno nie jest na środku (a planujemy w sypialni symetryczną zabudowę na książki) i że pomieszczenie to ścianą graniczy z łazienką (jak nastoletnie dzieci będą kąpać się po nocy, to po cóż mamy tego słuchać 🤣).

W grę wchodziło też rozszerzenie trzeciego pokoju do tego, by miał on symetryczne ściany po obu stronach okien, ale to sprawiało, że nadal środkowy pokój byłby śledzikiem, więc lepiej już było z obu zrobić kwadraty. Ponadto wejście do środkowego pokoju przesunęliśmy do rogu, by móc mieć w sypialni szafę narożną, a w przedpokoju uzyskać ciągłą, niedzieloną drzwiami ścianę, by móc na niej zawiesić lustro i postawić jakąś komodę.


To zmiany najważniejsze i mam nadzieję, że takie, które uczyniły projekt dewelopera bardziej funkcjonalnym i bardziej “pod nas”. Zmiany z branży elektrycznej (gniazdka, wyjścia światła) i sanitarnej (przyłącza wody, kanalizacji) opiszę w kolejnym wpisie, bo już i tak dłuuuugo wyszło.